
Bogu dzięki, że nasza reprezentacja piłkarska przegrała już wszystko, co było do przegrania, i ten kretynizm wreszcie się skończy. Przynajmniej na czas jakiś. Nigdy mnie specjalnie piłka kopana nie emocjonowała (no dobra - za czasów Górskiego, ale byłem wtedy dzieckiem), niemniej, nie mogę wyjść z podziwu, jaka moc w niej jest, że wydobywa z każdego narodu jego najbardziej charakterystyczne cechy. Niestety, w naszym wypadku jest to cecha, która dumy nie przynosi - zamiłowanie do bezmyślnej tromtadracji. Co takiego w nas, Polakach, tkwi, że zawsze, nie tracąc ani chwili na realistyczną ocenę swych szans, od razu się napuszamy, nadymamy, robimy groźne miny, że nikt nam nie weźmie nic, ani guzika od munduru - a potem, kiedy ku pośmiewisku całego świata raz-dwa zabierają nam nie tylko guziki, ale całe gacie, zamiast choć troszkę się nad sobą zastanowić, powtarzamy głupkowato: nic się nie stało, nic się nie stało!?

Śledząc spory wokół eseju Legutki „O polskiej duszy” zastanawiam się dlaczego dyskusje o naszym patriotyzmie zawsze obracają się wokół przeszłości (np. oceny II czy III Rzeczpospolitej) czy – zdrady (ostatnio sprawa Maleszki czy śmierci gen. Sikorskiego), a tak rzadko mówi się w nich o patriotyzmie jako wyborze trafnej, zbiorowej strategii dotyczącej przyszłości? To rozdzieranie szat nad krzywdami, które nam wyrządzono, czy naszą – najczęściej wyimaginowaną – małością, oznacza wymazanie heroizmu milionów ludzi, którzy potrafili w 1980 roku poderwać się w imię godności. A potem – stawiać czoła kosztom transformacji i obecnie – jako społeczeństwo porzucone niejako przez własne, źle rządzone państwo (w którym Legutko jest ministrem) – wciąż z wiarą patrzeć w przyszłość, licząc wyłącznie na siebie.

Śledząc spory wokół eseju Legutki „O polskiej duszy” zastanawiam się dlaczego dyskusje o naszym patriotyzmie zawsze obracają się wokół przeszłości (np. oceny II czy III Rzeczpospolitej) czy – zdrady (ostatnio sprawa Maleszki czy śmierci gen. Sikorskiego), a tak rzadko mówi się w nich o patriotyzmie jako wyborze trafnej, zbiorowej strategii dotyczącej przyszłości? To rozdzieranie szat nad krzywdami, które nam wyrządzono, czy naszą – najczęściej wyimaginowaną – małością, oznacza wymazanie heroizmu milionów ludzi, którzy potrafili w 1980 roku poderwać się w imię godności. A potem – stawiać czoła kosztom transformacji i obecnie – jako społeczeństwo porzucone niejako przez własne, źle rządzone państwo (w którym Legutko jest ministrem) – wciąż z wiarą patrzeć w przyszłość, licząc wyłącznie na siebie.


Przez 14 lat wspinał się na polityczny szczyt. W chwilę po tym, jak został polskim wicepremierem, runął na samo dno. Dziś Andrzej Lepper, szef Samoobrony, liże rany i czeka na wyroki, między innymi w tzw. seksaferze. Zapowiada jednak, że wkrótce wróci na polityczne salony i przekonuje, że nieraz już był na zakręcie. Nam, jak przed sądem, opowiada o całym swoim dotychczasowym życiu - biedzie, bójkach, seksie, miłości, problemach z prawem i wielkiej polityce. Od dziś do przyszłego poniedziałku te intymne wyznania publikuje "Super Express".

Polski rząd chce tarczy, ale pod warunkiem, że Stany Zjednoczone zagwarantują nam większe bezpieczeństwo. Jak na razie amerykańscy negocjatorzy nie zaproponowali nam zbyt wiele, więc...